Zacznę od tego, że albo my jesteśmy jacyś przeklęci w kwestiach urzędowych, albo po prostu polskie urzędy mają to do siebie, że wszystko co próbujemy załatwić idzie jak po gruzie. Tak czy inaczej urząd “starał się”, jak mógł żeby załatwić naszą zmianę w warunkach zabudowy.

Nieszczęsna wysokość do okapu

Projekt jaki wybraliśmy, prawie idealnie wpisywał się w wydane dla naszej działki warunki zabudowy. Według nas “małym” problemem była wysokość do okapu, która na projekcie wynosiła 4,59 metra, a dla działki wydane było 4 metry. Pół metra – dużo, czy mało? Nie ma jednoznacznej odpowiedzi, grunt że wszystko musi się w dokumentacjach spinać.

Jako ludzie działający samodzielnie, naczytaliśmy się w Internecie (Google to podstawa), że można to załatwić na kilka sposobów:

  • Zmniejszenie wysokości ścianki kolankowej, co w efekcie dałoby to, że miała by ona wysokość tylko 70 cm. Zmniejsza to też powierzchnie użytkową naszego mieszkalnego poddasza, zmienia kąty nachylenia dachu itp., czego chcieliśmy za wszelką cenę uniknąć.
  • Zmniejszenie wysokości parteru. Świetnie można zejść o 10 cm, ale o pół metra, zrobiłoby to z  naszego wymarzonego domku piwniczną klitkę z niskim sufitem.
  • Zostawienie projektu jak jest i próba uzyskania pozwolenia na budowę – może urzędnik nie zauważy (słaby punkt).
  • Wniosek o zmianę warunków zabudowy, tutaj nas przestrzegano, że może się nie udać. Natomiast ten punkt wybraliśmy, chcieliśmy żeby było wszystko na tip top.

Zmiana w warunkach zabudowy – 101 dni zabawy

zmiana-warunki-zabudowy-czas-101-dniTeraz wydaje nam się to śmieszne, ale wcześniej do śmiechu nikomu nie było. Zacznijmy jednak od początku. Wniosek o zmianę w warunkach zabudowy złożyliśmy 13 października 2017 roku. Pamiętam piątek spieszyliśmy się rano – oczywiście kasa urzędu nieczynna, więc super hiper internetowo to machniemy, przecież to tylko 10 zł. Taa przelew ekspresowy z mojego super banku (zwykle koszt 10zł) kosztował tym razem 40 zł. Zatem zamiast zapłacić 10 zł za wydanie decyzji o zmianie w warunkach zabudowy zapłaciliśmy 50 zł. Ale trudno, nie szkodzi wtedy jeszcze nie liczyliśmy kosztów.

Jednak to był dopiero początek zabawy. Przelew wykonany, druczek o zmianę wypełniony, tylko brakuje dowodu opłaty skarbowej. Spokojnie znowu bądźmy smart, wyślę .pdf z telefonu. Taa… wysłałem, ale zamiast usłyszeć od Pani w okienku – “super dotarło” niestety, starsza Pani z wdzięcznym uśmiechem oznajmiła nam, że u nich nic tak szybko nie dochodzi, więc pewno za kilka dni dojdzie… no wtf? Średniowiecze, ale spokojnie kultura i pytanie, czy w ogóle możemy złożyć ten wniosek, tak oczywiście…

Po kilku dniach telefon z urzędu: “wszystko mamy, tylko brakuje opłaty skarbowej”, no ja pitole, ale dalej kultura i spokojnie, zaraz Pani wyślę. Wysłałem i … zwrot, kurde drugi raz zwrotka maila, no już nerwy przy laptopie, albo ja jestem tak głupi, albo te maile nie działają… Co się okazało, to że mail jest napisany na stronie urzędu poprawnie, to hiperłącze do programu pocztowego już nie. Zatem warto zwrócić uwagę na takie detale, broń Was też od słuchania i próby zapisywania maili urzędowych przez telefon, to dopiero jest jazda, ale o tym innymi razem. Warto też ustawić w programie pocztowym opcję informacji o odczytaniu wiadomości, potwierdzenie doręczenia i wysoki priorytet, jest szansa, że obędzie się bez komplikacji. Tak czy inaczej Pani maila z przelewem na 10 zł dostała i zaczęli postępowanie.

24 dni od złożenia wniosku o zmianę wz

Wracamy do domu, awizo, uśmiech na twarzy… to już? Nie… Przy okazji wspomnę, że każde awizo to wycieczka na pocztę, czyli około pół godziny do godziny wyjętej z życia. Mamy po prostu pocztę na “starym osiedlu” więc średni wiek petentów to 70+, zatem dużo historii i dużo oczekiwania.

Do sedna, odbieramy awizo i boom “zawiadomienie o wszczęciu postępowania w sprawie zmiany decyzji o warunkach zabudowy” …yyy, czyli, że dopiero zaczęli. Dziwne, ale co mały robaczku poradzisz w wielkiej machinie budżetowego szaleństwa. Szybkie przeczytanie dokumentu, zaznaczyli przynajmniej, o co nam chodzi. Informacja, że w 7 dni można się zapoznać z aktami sprawy. Myślisz 7 dni, poczekamy…

31 dni od wniosku o zmianę warunków zabudowy

Przychodzi kolejne awizo, listonosze po prostu uwielbiają przychodzić wcześnie rano. Kolejna wycieczka na pocztę i… boom zmieniły się strony w postępowaniu, jeden Pan zmarł, a przepraszam urząd nie wiedział, że zmarł, dopiero jego siostrzeniec, czy ktoś tam ich poinformował i nagle stał się stroną w sprawie, a druga Pani przepisała na męża działkę, więc i on stał się nową stroną w sprawie. Analogiczna regułka, znów 7 dni na zapoznanie z aktami i czekamy dalej…

56 dni minęło…

wniosek-zmiana-warunkow-zabudowy-urzadNo to teraz na pewno się uda. Kolejne awizo, idę uśmiechnięty na pocztę, otwieram i boom… odmowa decyzji o zmianie w warunkach zabudowy. Przyznam moja cierpliwość mega wystawiona na próbę, ale że był to piątek i już po 15-tej niestety nikogo nie zastałem, żeby wyrazić swoje gorzkie żale.

Weekend, chwila ochłody charakteru, na spokojnie, metodycznie jakoś z tego wybrniemy, a ch*ja tam, jak się nie zgodzą, to ciekawe co zrobimy…

Telefon, jeden, drugi, trzeci, czwarty, jest w końcu ktoś odebrał. Na spokojnie się przedstawiam, tłumaczę w jakiej sprawie, oczywiście numer wz potrzebny, bo i po co wiedzieć do kogo wysyłało się list 2 dni temu, ale dalej na spokojnie. Zapytałem dlaczego nie dostaliśmy zgody, odpowiedź: “bo nie wszystkie strony się zgodziły”, okey… ale zgadzały się w listopadzie, a teraz się nie zgodziły? Tak. No to już nie wytrzymałem i puściłem parę gorzkich słów, ale chyba Pani była przyzwyczajona, więc metodycznie do mnie, że nie zgodziły się dwie strony. Na pytanie które? – oczywiście brak odpowiedzi. Zapytałem, czy jak dostarczę zgodę tych osób, to wznowią postępowanie? Odpowiedź: Oczywiście, tak najlepiej byłoby zrobić od samego początku. Zatem drążąc dalej, od kogo ma Pani zgody? I tutaj padły nazwiska. Szybka checklista po 7 stronach naszego postępowania i już wiem o kogo chodzi. Podziękowałem i powiedziałem, że zgody dostarczę.

Minęło tak 2, czy 3 dni dzownię do Pani, która sprzedała nam działkę. Zdziwiona moim teleonem, stwierdziła że to raczej niemożliwe, że ktoś się nie zgodził, obiecała dać znać. Minął dzień i niestety nie mogła się skontaktować z tymi osobami, więc sam zacząłem szukać.

O dziwo nie wszyscy ludzie są na facebook’u i w Google, zatem przeszukanie starych katalogów i bam jest facet prowadzi firmę, ale mieszka 50 km od nas. Trudno, szybkie przygotowanie oświadczeń zgody, telefon do Pana i jedziemy.

Pan podpisał bez problemu oświadczenie, co do pisma z urzędu Pan stwierdził, że żona gdzieś odłożyła list i już później go nie znaleźli. A teraz nie ma tak, że jak ktoś nie złoży zgody to jest domniemanie, że wiedział i się nie przeciwstawiał. Teraz musi taką zgodę wyrazić. Najlepiej osobiście w urzędzie.

Okey jeden załatwiony, teraz drugi. Podjechałem na działkę, akurat sąsiadki, która nam działkę sprzedała nie było i wypytuje ludzi o Pana XYZ. Okey już wiem, który to dom idę. Nikt nie otwiera, czekam pół godziny i jest jakiś Pan, ale kurde kilka lat starszy ode mnie, a mówiliśmy, że tam mieszka starszy Pan. Wypytuje, przedstawiam całą sprawę, po co na co i dlaczego kogoś nachodzę, okey Pan mieszka kilkaset metrów dalej. Dobra wsiadam do auta i jadę. Pan powiedział mi budynek, ale dokładnego numeru mieszkania nie znał. Zatem pukanie od drzwi do drzwi, wiadomo historia się powtarza – starsi ludzie nie są głupi, niechętnie podają konkrety. Okey wychodzę z budynku obok biblioteka. Zapytałem Pani w bibliotece przedstawiając sytuację i dostałem piętro. A tu już dużo. Wracam zostały dwa mieszkania i udało się! Jest Pan…

Od Pani w urzędzie usłyszałem, że jeden z Panów, w ogóle nie chciał się zgodzić na inwestycje. Zatem skoro z tamtym poszło gładko, ten będzie trudniejszy. Okazało się inaczej, Pan jak najbardziej chciał się zgodzić na inwestycje, ale że każdy z nas dostał tych papierów kilka, po jakimś czasie się zdenerwował o stan działki, że nie skoszona, nie ogrodzona, nieprzygotowana itp. i tym obarczył urzędniczkę. A że jest to stary budowlaniec swoje zdanie wygłosić musiał. Do tego miałem 40 minut informacji o tym, co robił w przeszłości, heh uroki starszych mieszkańców. Tak czy inaczej zgoda podpisana.

Dzwonię do urzędu, oczywiście kilka razy, bo od ręki nikt telefonu nie odbiera, ale spokojnie rozumiem zajęci są. Mówię, że zgody mam, udało mi się je załatwić o zgrozo w jeden dzień (urząd nie dał rady przez 60 dni) i co teraz . Dobra nie ma problemu wrzucę skany na pocztę. Nauczony doświadczeniem nie korzystałem ze strony urzędu, skopiowałem mail z historii. Wszystko świetnie, ale oprócz skanów – muszą mieć oryginały. Heh… pofatyguje się do urzędu, kolejna godzina z życia wyjęta.

68 dni od wniosku zmiany w wz

Awizo, poczta, brak uśmiechu… otwieram kopertę i… wow “wpłynęły zgody wszystkich stron” – wznawiamy postępowanie. No ja nie mogę. Mają już wszystkie zgody, dokumenty trochę tam poleżały, to czego jeszcze chcą? No w sumie niczego, ale spokój jest domeną urzędów.

94 dni od startu

Poczta kolejny raz… nie komentuje bo szkoda słów. Przyszło to chyba to… na pewno to, bo co innego. Ale… “zawiadomienie o możliwości zapoznania się ze zgromadzonym materiałem…” no wtf? To już przesada. Nie wytrzymałem, więc kolejny telefon do Pani, czy mam się jeszcze spodziewać czegoś innego, bo trwa to prawie tyle, że już zdążyłbym dom postawić. Pani stwierdziła, że jeśli nikt nie wniesie jakiś roszczeń, to za tydzień będzie decyzja…

101 dni od złożenia wniosku o zmianę warunków zabudowy

Jest… nareszcie jest! Jest decyzja, no ogólnie super, nasza wysokość do okapu z 4 metrów została podwyższona do 4,8 metra. Super 101 dni czekaliśmy na informację, że potocznie to nazwijmy rynnę możemy powiesić 80 cm wyżej 🙂  Nie skorzystamy pewno z tego i zrobimy zgodnie z projektem, ale udało się i to najważniejsze. Mieścimy się w warunkach zabudowy z projektem. Decyzja musi się jeszcze uprawomocnić. Więc kolejne 14 dni…

Co mogliśmy zrobić inaczej, żeby zmienić warunki zabudowy szybciej?

Urzędniczka stwierdziła, że naszym błędem było to, że nie przyszliśmy do nich osobiście, zapytać się o możliwości odnośnie zmian w warunkach zabudowy. Wiedzą oni bowiem, że to długa walka, więc najczęstszym rozwiązaniem jest wystąpieniem z wnioskiem o nowe warunki zabudowy dla działki, ale to są koszty, więc jak kto lubi. Zaś przy zmianach, najlepiej najpierw udać się do każdego z sąsiadów, opisać jaki chcemy postawić budynek, wyjaśnić co się nie zgadza i poprosić o podpisanie oświadczenia i dopiero wtedy składać wniosek o zmianę w warunkach zabudowy.

My zrobiliśmy, jak opisałem powyżej. Czy dobrze, czy źle, nie wiem. Najważniejsze, że efekt dla nas jest zadowalający, uzyskaliśmy, co chcieliśmy i tego samego życzę każdemu, kto przez podobną walkę przechodził. Nie łamcie się! To się uda, spokojnie metodycznie, krok po kroku i dojdziecie do celu. Powodzenia!

 

Mała zmiana w warunkach zabudowy. Jednak nie taka mała…
4.1 (81.6%) ocen: 25